Konkurs Opowiadań #3 - początek Diablo III według Serafa

Poniżej znajdziecie opowiadanie konkursowe Serafa :) To numerek trzeci, na dzień dzisiejszy wszystkich opowiadań jest 5. Jutro powinny być wyniki trzeciego tygodnia konkursu komentarzy, a na opowiadania będziecie mogli głosować już od poniedziałku :) Zapraszam do czytania!

-Odejdź-powiedział zniżonym głosem Cain. - Idź już, wiedzę przecież, że jesteś zmęczona. Przewietrz się, czeka nas bowiem wiele pracy, młoda adeptko.
Laeh gwałtownie podniosła głowę. Wytarłszy najpierw policzek z kurzu, w którym przed chwiała leżała, odpowiedziała:
-Mistrzu, wybacz mi. Nie zwykła jestem do takich długich podróży, a teraz jeszcze przeszukiwanie tych zwojów….nawet nie sprecyzowałeś mi, czego właściwie szukamy.
-Przyjdzie na to czas i pora. Jak będziesz wychodzić, zapal proszę, dodatkowe świece.
Wstała i leniwie się przeciągnąwszy, podążyła w stronę wyjścia. Starzec z ledwo zarysowanym na ustach uśmiechem pokiwał przecząco. Rysowała się w tym geście jednak nutka życzliwości, nie zaś braku zrozumienia i sympatii, jak miało to miejsce u innych uczonych.
” Ahh… dlaczego zgodziłam się na tą podróż?? Przecież ledwo go znam. Mogłabym teraz spokojnie siedzieć w Caldeum.”.- zastanawiała się dziewczyna. Wiedziała jednak dobrze, co tak naprawdę skłoniło ja do przyłączenia się do Decarda Caina.
Kilka tygodni wcześniej, spotkała go w sklepie, na przedmieściach Caldeum. Kupował zwoje, oraz kilka fiolek mikstur nie używanych już na co dzień, od prawie dwóch dekad. Przysłuchiwała się jego konwersacji z kupcem. Rozmawiali o czarnoksiężnikach, którzy uciekli z akademii. Leah wiedziała dokładnie o kim mówią. Była to grupka młodych adeptów takich jak ona, którzy jednak w przeciwieństwie do innych uczniów, zaczęli parać się czarną magią. Przewodniczyła im „Nowa”. Nikt z uczniów dokładnie nie wiedział skąd, ani dlaczego przybyła do Caldeum. Jedyną pewną informacją na jej temat jest to, że za nic miała słowa mistrzów.
I pewnie na tej sytuacji zakończyła się by „bujna” historia związku Caina z Leah, gdyby nie to co miało się za chwilę wydarzyć.
- Leah! Leah! To stra… to straszne.. ona… zabiła go!!!- Wykrzykiwała , wbiegając do sklepu jedna z uczennic Vizjerei. Była to Dalia, przyjaciółka Leah.
-Powoli, spokojnie. Kto? Kogo?
-„Nowa” , zabiła twojego mistrza! Nie chciała poddać się karze, więc zabiła go za pomocą tej swojej brudniej magii. Teraz uciekła na zachód. Idzie już za nią pogoń. Bogowie aby tylko ją złapali. Wiedz….
Leah już nie słuchała. Minę miała taką, jakby przed chwilą ktoś wymierzył jej siarczysty policzek. Całe życiowe plany dziewczyny legły w gruzach. Uczeń był przywiązany do mistrza, magiczna więzią. O ile nauczyciel mógł pozwolić sobie na zmianę krnąbrnego ucznia, o tyle uczeń był na łasce przydzielonego mu uczonego. A dokończenie nauki w jednym cyklu, w wypadku, jakim znalazła się Leah było niemożliwe.
-Co ja pocznę bez mistrza??
-Nie martw się tak.. może ktoś cię przyjmie??
-Jak, w środku semestru?? Musiałabym powtarzać ostatni, a to przecież 12 miesięcy…
-Yhm….-z tyłu dało się słychać cichy pomruk-a co byś powiedziała na to , jakbym to ja został twoim mistrzem??
Leah całkowicie zapomniała o starcu, który bacznie przyglądał się dyskusji adeptek.
-Nie rozumiem. Pan nie jest mistrzem.
-Byłem nim dawno, dawno temu. Teraz z przychylnością i pomocą materialną Vizjerei, wyruszam na ważną wyprawę, i bardzo przydała by mi taka asystentka. Byłoby to, według mnie , najlepsze rozwiązanie dla nas obojga.-odparł patetycznym tonem nieznajomy.
Po głowie młodej czarodziejki plątały się nieuporządkowane myśli.
”Co ja robie?? To się dzieje tak szybko .Nie tęskne za tym starym zrzędą ,nawet dobrze mu tak, za to jak traktował uczniów, ale nie wiem kim jest ten staruch, jak się nazywa…”
-Nazywam Decard Cain, i jak pewne zauważyłaś, starość odcisnęła na mnie swoje piętno. Mogę cię jednak zapewnić, że moja wiedza nie ustępuje wiedzy twojego mistrza. Yhm..- Mruknął ponownie na swój sposób.- Więc jak?- zapytał stanowczo. Leah czuła, że jeżeli odpowie przecząco, nie dostanie już nowej szansy.
-Zgoda. Czy muszę odprawiać całą ceremonie przyjęcia twoich nauk?.. Mistrzu? - dodała pośpiesznie.
-Nie, nie musisz, moja droga. Ale mam trochę spraw do omówienia. Miłego dnia, życzę. Do zobaczenia jutro rano.

I tak oto zaczęła się ich wspólna wyprawa, daleko na zachód, do niewielkiego miasteczka, a właściwie osady, powstałej na jego ruinach.
-Tristram? Przecież to jest praktycznie na drugim krańcu Sanktuarium. Mistrzu jakie to sprawy wiodą nas tam?
-Lekcja pierwsza moja uczennico. Naucz się proszę, cierpliwości. Dowiesz się, nie martw się o to.
-A jak tam się dostaniemy?
-Dużo pytań masz, Leah. Dobrze więc. Najpierw wielbłądy poniosą nas do Kurast. Tam
zagościmy parę dni u Ormusa potężnego czarno… czarodzieja. Muszę omówić z nim parę spraw. Później wraz z kupcem Warrivem, przepłyniemy północne Morze Bliźniacze. Następnie z jego karawaną dotrzemy Do Nowego Tristram. Reszty dowiesz się na miejscu.
Uprzedzę twoje następne pytanie i oznajmię, że na miejscu znajdziemy się podczas następnej pełni.
Podróż nie była najprzyjemniejsza rzeczą, jaką Leah w swoim krótkim życiu doznała. Wielbłądy, bagniste Kurast, choroba morska….”Nie ma co wspominacz było minęło. Cholera…zapomniałam o świecach”. Pośpiesznie zaczęła wzniecać płomień na końcu patyczka. ”Znam to zaklęcie, dlaczego nie działa? O! Jest.”. Zaczęła podpalać, w patetyczny sposób, kolejne knoty.
I nagle usłyszała to. Okropny ryk rozbrzmiewał w jej głowie, pomimo, że wewnątrz starej, opuszczonej katedry Tristram panowała głucha, posępna cisza.
”Chyba nie jestem tu bezpieczna..” – stwierdziła z przerażeniem. Zaczęła biec w stronę nawy, w której znajdował się Cain. Budynek zatrząsł się w posadach, i nagle potężna eksplozja rozerwała dach kościoła. Kula ognia uderzyła w posadzkę z olbrzymim impetem, tuż przed przerażoną Leah.
Jednak coś było nie tak. Uderzenie nie wywołało żadnej fali, było bezgłośne, tak jakby uszy zalane miała woskiem. Dziewczyna pomimo ze znajdowała się cale od miejsca upadku ”kuli”, nie doznała żadnych obrażeń. Zdrowy rozsadek wziął górę nad emocjami. Tym razem powolnym, niepewnym krokiem poszła dalej. Ale to, co zobaczyła póżniej, znała tylko z książek.

Przed nią bowiem stali nieumarli. Około tuzina, niektórzy uzbrojeni, rozsiewali paskudną woń. Woń śmierci.
”Mistrz miał, racje lepiej by było jakbym się przewietrzyła”- z paniką pomyślała. Rzuciła się do ucieczki, w stronę wyjścia. Już była prawie na progu, gdy ujrzała trzy cienie.
”Ohh..nie, i tu też?”. Była w pułapce. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem było, w tym momencie schowanie się do szczeliny, która powstała w prawej ścianie, po uderzeniu kuli.
Miała taki kształt , ze Leah bez problemu zmieściła się w niej. Co prawda nie widziała, co się dzieje w katedrze, ale kryjówka dawała jej poczucie bezpieczeństwa.
Zaczęły dobiegać do niej odgłosy walki, jęki bólu, wybuchy. Nie trwało to długo. Chwile później zapanowała cisza. Spokojnie i bez pośpiechu wychyliła się z wgłębienia w ścianie. Jej oczom ukazały się trzy postacie, jedną rozpoznała od razu. Był to wysoki, potężnie zbudowany barbarzyńca, mieszkaniec świętej góry Arreat. Obok niego stał lekko przygarbiony czarnoskóry szaman. Leah nigdy nie interesowały barwy plemienne dzikich ludów, jednak dało się poznać przynależność do nich po kolorze skóry czarownika. Trzecią postać zasłaniał barbarzyńca. Nagle, usłyszała:
-Znajdźmy go szybko, powinien tutaj jeszcze być. Uważajcie, może być więcej żywych trupów. Ale ty je chyba lubisz, szamanie? - zapytała z drwina „Nowa”.
-Waż słowa.Za młoda jesteś abym ciebie w jednego z nich zamienił. –odparł ze złością czarownik.
Leah od razu poznała jej głos. W życiu rozmawiały tylko raz, („Nowa” wygłosiła monolog o swojej wyższości nad nią) ale to starczyło aby mogła zapamiętać jej głos. Postanowiła ostrzec nauczyciela. Na kolanach, powoli zaczęła przesuwać się niezauważalnie w stronę miejsca, gdzie ostatni raz widziała Caina.
„Gdzie on jest? Nie możliwe , aby niczego nie zauważył. Nie pozwolę aby zabiła mi kolejnego mistrza.”
Dostrzegła go po chwili. Stał koło ołtarza, a naprzeciwko niego, tamta trójka. Wbiegła miedzy nich, i krzyknęła:
-Mistrzu!! Uciekaj, oni chcą cię zabić!!
-Leah moja droga , jak się cieszę że cię widzę. Nie wiesz nawet, jak się martwiłem. Usiądź i ochłoń –powiedział spokojnym głosem Deacrd Cain ,jakby słowa wypowiedziane przez Leah nic nie znaczyły. Dziewczyna po raz kolejny zrobiła minę, jakby ją ktoś uderzył, posłuchała jednak słów mistrza.
- A was, moi drodzy serdecznie witam. Przybyliście w samą porę. Jak widzicie, moje przypuszczenia były słuszne. Mam nadzieje że pozostała dwójka dojdzie niedługo do nas??
-Tak, już są w drodze. - odparł barbarzyńca- Pójdę ich oczekiwać, na zewnątrz.
-Nie, nie idź. Zostań chwilę, i posłuchaj…..


6 komentarze/y do wpisu “Konkurs Opowiadań #3 - początek Diablo III według Serafa”

  1. 4Avatars  Cead:

    Dobrze napisane, utrzymane w ciekawym klimacie i świetnie osadzone w świecie gry. Opowiadanie zrobiło na mnie wrażenie, aż jestem ciekaw ciągu dalszego wg Serafa.
    Czytając dialogi bezwiednie wyobrażałem sobie barwy głosu bohaterów z trailera :):):) i ich charakterystyczny sposób wymowy. Działa na wyobraźnię.
    Gratuluje dobrego opowiadania ;) pozdrawiam

  2. 4Avatars tarranth:

    Technicznie nie do końca dobrze. Jest parę błędów stylistycznych, trochę interpunkcji. Jeżeli chodzi o treść to jak dla mnie dialogi są sztuczne, fabuła jest zbyt prosta i oczywista - nie ma żadnego napięcia. Ani mi się to podobało ani nie podobało, ale odczuwam niedosyt, może zostałem wypaczony przez opowiadanie Trupca ;]

    6/10

  3. 4Avatars  seraf:

    Literówki wynikają ze zmiany klawiatury^^.W moim opowiadaniu starałem się połączyć wszystko co wiemy dotychczas na temat D3.
    Nie starałem się popisać formą, bo w żadnym opowiadaniu angel-fantasy z jakim się spotkałem nie starano się osiągnąć językowej perfekcji.Najważniejszym było przekazanie swojej wizji i interpretacji pewnej historii.I tylko to zamierzałem zrobić.

  4. 4Avatars  Kacper "KIC" Skoczylas:

    wieczorem przysiądę do opowiadania i je spokojnie przeczytam, na teraz mogę tylko powiedzieć, że nie zgadzam się z tym co napisałeś.nie chodzi o językową perfekcje ale o to aby się przyjemnie czytało, bez błędów stylistycznych czy literówek..Zajmę się analizą już wieczorem:)

  5. 4Avatars  seraf:

    Właśnie tak napisałem - nie chciałem takiej perfekcji osiągnąć.(Jeżeli twój komentarz odnosił się do mojej poprzedniej wypowiedzi).
    Możliwe jest że źle ją sformułowałem;).Czekam na wasze opinie;p

  6. 4Avatars tarranth:

    nie chodzi o językową perfekcje ale o to aby się przyjemnie czytało

    Słuszna uwaga ale… ale to o czym mówisz jest czysto subiektywnym odczuciem i dlatego właśnie ja z przyjemnością czytałem opowiadanie Trupca a inni się z nim męczyli ;]

Komentuj!