Konkurs Opowiadań #2 - początek Diablo III według Trupca

Kolejne opowiadanie konkursowe, którego autor ma szansę zdobyć grę Sacred II w specjalnej edycji :) Z kwestii technicznych: opowiadania przyjmujemy jeszcze przez dwa tygodnie, tak, żeby ostatni tydzień konkursu przeznaczyć tylko na ich publikację. No i cały czas trwa konkurs na komentarze :) W obu zabawach nagrody sponsoruje Cenega.

Zapraszam do czytania opowiadania, którego autorem jest Trupiec :)

Konkurs

Markotny poranek wynurzał się ociężale z mętnej toni nieskończoności.
Rozespany dzień nie śpieszył się, wiedział że są miejsca w których nie robił nikomu różnicy, a ponieważ w miażdżącej większości przypisywano mu łagodny i dobry charakter, konsekwentnie pojawiał się w pierwszej kolejności tam gdzie robił wrażenie swoim pojawieniem.
Astralny wymiar świata raczej obojętnie przyjmował nowinki związane z cyklem dobowym, przyjętym w gruncie rzeczy od wymiarów podrzędnych, nazywanych przez lokalnych pasjonatów, wymiarami śmiertelników.
Ale nieśmiertelni wiedzieli że dzień – mimo że leniwie – właśnie się zaczyna.
Co oczywiście nie zmieniało faktu, że raczej mniej niż bardziej ich to obchodziło.
Nie kończący się nigdy żywot już dawno wyprał ich umysły z sentymentów i namiętności.
Pewien niezdrowo żywiołowy archanioł, twierdził nawet swego czasu że umysły nieśmiertelnych zapomniały nawet o swoich właścicielach.
Wywołując tym samym równie gorące poruszenie co wspinający się po bezsłonecznym niebie dzień.
Tacy już byli nieśmiertelni.

Eteryczny powiew zdmuchnął kurz z wyszczerzonych zaniedbaniem murów, porywając ze sobą rozklekotane paciorki wiszących amuletów.
Nieskończona cisza zadrgała niezauważalnie w rytm tego nieśmiałego dźwięku.
Zgarbiony anioł wpatrywał się zamglonymi bezmyślnością oczyma w wyblakłe barwy wisiorków. W przebłyskach świadomości żałował, że nie pamiętał kiedy zawiesił je na łukowatym wejściu do swojej… Już zapomniał czego swojego.
W każdym razie czegoś, co miało łukowate wejście i sypiące się ze starości mury.
- Nigdy w twojej głowie nie zbłąkało się pytanie… - mruknął cień za plecami anioła – Dlaczego to wszystko sypie się..? Starzeje..? Obraca w proch, z którego w gruncie rzeczy nigdy nie powstało..?
Anioł powoli i zamaszyście otarł wyblakłym rękawem ślinę wyciekającą ze swoich wąskich, suchych ust.
Nie przypominał sobie żadnego towarzystwa, ale ten fakt nie robił na nim zbyt dużego wrażenia. Towarzystwo było jak dzień.
Nadchodzi i odchodzi, ale równie dobrze można go nie zauważyć.
Dlatego też opanował swoją i tak już martwą ciekawość, konsekwentnie stojąc dalej dokładnie tak samo jak przed chwilą.
- Och, tak tylko chciałem ośmielić kogoś do odrobinę większego entuzjazmu. Ale… Tego kogoś chyba tutaj nie ma – westchnął ten sam głos.
Zgarbiony stoicko anioł, zaczął dostrzegać powiązania między amuletami wiszącymi u wejścia, którym nie potrafił przypisać żadnej swojej decyzji, a obcym i prawie podejrzanym głosem.
Powoli jasne dla niego stawało się, że nie znajdował się do końca u siebie.
Oczywiście nie zrobiło mu to w ogóle różnicy.
- Nie przejmuj się, naturalnie jeszcze my dwaj zostaliśmy – głos cienia wydawał się wywoływać mrowienie pod potylicą anioła.
- Tyrael – wychrypiał anioł, dziwiąc się sobie w głębi duszy – Szukałem go… Nadal go szukam.
Eteryczny powiew porwał rozklekotane amulety w przeciwnym kierunku.
- Oczywiście, raczyłeś mi to oznajmić jakiś czas temu. Dokładnie wtedy, zanim zamilkłeś. A zamilkłeś kiedy zacząłem wyliczać światy podrzędne, co z kolei wywołało wyraźny frasunek w Tobie. Musisz mi wybaczyć, po prostu nadal odmierzam czas i trzymam się jego delikatnych ram.
- Tak..? - anioł poczuł, że świat powoli nabiera ciężkości w jego głowie – Ach, na pewno tak. Skoro tak… W każdym razie.
- Czy mogę kontynuować..? - cień za jego plecami urósł do rozmiarów wysokiej, wznoszącej się niby pomnik postaci, skrytej częściowo pod długą czarną szatą.
Kręgosłup anioła odpowiedział głuchym chrupnięciem, kiedy ten spróbował się wyprostować.
Odwracając się, zauważył że twarz nieznajomego schowana jest w mrokach szerokiego kaptura.
Gdzieś, między zakurzonymi składowymi jego śpiącej świadomości, odbiło się echo „Jakie to typowe!”.
Nieprzytomnie skinienie anioła poruszyło szarą statyczność otoczenia, postać schowana pod czernią szaty odchrząknęła znacząco.
- Wspaniale – podjął wysoki cień – Wspominając ogólnikowo o świecie najprostszych form śmiertelnych, chciałem… Jak to się mówi… Uformować..? Stworzyć..? Mniejsza z tym w gruncie rzeczy. Powiedzmy, że powinienem powiedzieć „uformować”. Tak więc, wspominając właśnie o tym mało skomplikowanym wymiarze, chciałem uform… Sformułować! Właśnie.
Wspominając o tym mało skomplikowanym wymiarze chciałem s f o r m u ł o w a ć punkt odniesienia, do którego z kolei mógłbym się odnosić przy temacie samego piekła.
Zanim dokładnie wytłumaczę na czym polega związek tego osobliwego miejsca z osobą archanioła Tyraela, pragnąłbym pokrótce wyjaśnić wpływ żyjących – a w związku z tym ich macierzystego wymiaru – na tą sferę infernalną. Nie będę przy tym zbyt przelewał słów po próżnicy, męcząc Cie niepotrzebnymi wiadomościami.
Aby w pełni zrozumieć głębie tematu, trzeba Ci wiedzieć czym są śmiertelnicy w punktu widzenia sfer wyższych, a w tym właśnie piekła które mimo że jest właściwie pochodną nieskomplikowanego żywota śmiertelników, także wlicza się w poczet tych sfer.
Jak zapewne pamiętasz, w swoim poprzednim wywodzie, pogrupowałem mieszkańców śmiertelnego świata wedle ich statusu energetycznego na jednostki żywe, umarłe i nieumarłe…
Osłabiony letargiem umysł anioła, pogrążany przez ciężki słowotok cienia, powoli osuwał się w przytulną nieświadomość.
- Pozwól, że jeszcze z czystej ciekawości zapytam, dlaczego szukasz Tyraela..?
- Chyba dlatego, że właściwie to nim jestem. Chyba… - mruknął niewyraźnie anioł, w ostatnim przebłysku przytomności.
A szarość markotnego poranka na dobre rozgościła się w świecie nieśmiertelnych.
Jednak żaden z nich nie zwracał uwagi na takie rzeczy.

- Litości – zdławiony zgnilizną rechot ociężale wypełzł z wyszczerzonej czaszki stygnącego lisza. Sztuczne i nienaturalne życie wyjątkowo leniwie zbierało się do opuszczenia jego spróchniałych kości.
- Juże many w gnatach mi nie czuć, a Ty nie przestajesz się znęcać. Prawda, nie mogę ruszyć ni kłykciem. Ale pomyślunek to zazwyczaj odchodzi ostatni, a przynajmniej tak mówią. W każdym razie okaż popularną wśród żyjących litość, oszczędź mi swojego bełkotu. Gdyby nie to, że absolutnie wszystko mi teraz obojętne, nie przecisnąłbym tego przez usta. Nie możesz być Tyraelem…
Blednące pod grubą warstwą kurzu ściany zapyziałej świątyni, wydawały się potwierdzać słowa, nadal odbijane echem po strzelistym sklepieniu.
Nie możesz być, nie możesz, nie, Tyraelem, nie możesz…
Blady i ponury dzień przeciskał się do zimnego wnętrza przez pojedyncze łuski wyblakłego witraża, którego szkielet nadal trzymał się wąskich okiennic.
Czerwona plamka światła, zniekształconego w pryzmacie samotnego kawałka starej mozaiki okiennej, kwitła na jej skroni.
Twarz, mimo że nadal poznaczona więdnącymi śladami młodości, wydawała się sucha i beznamiętna. Długa, wystrzępiona nadużywaniem szata majaczyła słabym blaskiem magicznych run. Zmęczona czarodziejka, wspierająca się na swoim groteskowo wykrzywionym kosturze. Taki właśnie obraz na stałe utrwali się przed gasnącymi oczami lisza.
Jego strzaskane szczątki rozkładały się na całej szerokości sfatygowanych starością stopni, zaraz u podnóża obleczonego przeźroczystymi pajęczynami ołtarza.
- Ja… Wiem kim jestem – mruknęła czarodziejka głosem, który nie zdradzał przytomności nawet najmniejszego stopnia – Ty. Ty mi powiesz.
Głuchy chichot przepuszczony przez martwe gardło rozbiegł się po zrujnowanej świątyni, dogorywający lisz wsparł się o kamienny stopnień swoim skrzypiącym ramieniem.
- Cokolwiek zechcesz – jego głos przypominał już tylko odległe wspomnienie, które dawno zgubiło jadowity sarkazm nadawcy.
Powieki czarodziejki nerwowo przykryły jej puste spojrzenie.
- Gdzie jest Tyrael..? - wydawało jej się, że usta bez konsultacji z nią samą wypowiedziały słowa o których nie zdążyła nawet pomyśleć.
- A więc przychodzisz do mojego domu… - błędne ogniki w oczodołach lisza były już tylko nieśmiałymi iskierkami, zagubionymi w mrokach czaszki – Niszczysz moje sługi, mnie samego… Też niszczysz. W ruinę obracasz tą zapomnianą przez żyjących oazę tylko dlatego, żeby zapytać moje zwęglone szczątki o coś, o co równie dobrze mogłabyś wypytywać kamień..?
Nie odnalazł już w sobie siły na śmiech.
Ale jej brakowało mu już nawet na dłuższe ciągnięcie swojej nieśmierci.

Cienkie krople tropikalnego deszczu rozbijały się monotonnie o koślawe kamienie sypiącego się Kurast. Wszechobecny, charakterystyczny zapach bagien unosił się wraz z bladym obłokiem mgły wypełzającej leniwie spomiędzy drzew.
- Kiedy to się wydarzyło..?
- Niedawno, ale czy ma to jakieś znaczenie..?
Dwaj, wyżłobieni upływem czasu mężczyźni, wyglądali oszczędnie w dół. Nieśmiały wietrzyk targał połami ich przepoconych szat. Szczyt schodkowej piramidy zapewniał im przyjemny azyl przed bagiennymi moskitami.
- Co się tu właściwie stało… - mruknął czerstwy kapłan łamiącym się starością głosem.
Wyraźnie młodszy – jednak wcale nie młody – pomocnik świątynny, zdusił pięścią gardłowy kaszel.
- Zdaje się, że świętobliwy nie potrafił już opanować własnego umysłu – podjął chrypliwie.
- Święty mąż, kawaler prawdziwej ascezy, oświecony wizjoner… Zdajesz sobie sprawę niegodziwcze, o kim mówisz..?
- Z całym szacunkiem ojcze, mówię o świętym mężu, kawalerze prawdziwej ascezy i oświeconym wizjonerze.
- Ach.. To dobrze synu. W takim razie co takiego mówiłeś..?
- Z całym szacunkiem ojcze, rzekłem że świętobliwy stracił rozum.
Mieszkańcy Kurast przyzwyczaili się już do wiecznych, tropikalnych mżawek których odgłosy zlewały się z naturalnym – lub czasami demonicznym – zawodzeniem buszu.
Dlatego też, niewygodna cisza mogła się spokojnie podkraść do rozmawiających, ponieważ w pojęciu Kurast, oznaczała właśnie dźwięk towarzyszący rozbijającej się kropli o kamień zmieszany ze skrzeczeniem dzikiej fauny.
- Z całym szacunkiem ojcze – podjął nieśmiało sługa świątynny – Święty mąż, kawaler prawdziwej ascezy i oczywiście oświecony wizjoner, twierdził że jest archaniołem Tyraelem.
- Och to się zdarza, ale z tego co pamiętam święci mężowie, kawalerowie prawdziwej ascezy i oczywiście oświeceni wizjonerzy nie umierają z tego powodu. Co się wydarzyło, pytam się! – sfatygowane gardło przez dziesięciolecia używania, nie potrafiło już odpowiednio wywierać nacisku na wypowiadane przez kapłana słowa.
- Z całym szacunkiem ojcze, święty mąż… On sam w to nie wierzył. Dlatego się zabił.
A niewygodna cisza zaczęła się wygodnie rozpychać, ponieważ nikt już żadnego słowa nie dodał.

Cienka, ciemna granica oddzielała niegasnącą jasność niebiańskich wymiarów od zapadającej nocy w świecie śmiertelników. Naturalnie była to granica o znaczeniu symbolicznym, o którym z kolei pamiętało jedynie paru nieśmiertelnych.
Z tego jedynego miejsca – które co prawda rozciągało się w astralną nieskończoność – było wyraźnie widoczne zjawisko upływu doby.
Oczywiście, mieszkańcy niebiańskiej strony w swoim nieskończonym letargu, za nic mieli sobie podobne wydarzenia, jednak sam dzień od czasu do czasu zaglądał w to miejsce zbłąkanymi promieniami słońca bez specjalnego interesu.
Tego wieczoru, ponure cielska deszczowych chmur i tak nie pozostawiały pola do popisu.

Czerwony kryształ obracał się między jego podrygującymi palcami.
Uśmiechał się, chociaż jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Jego rozłożyste, oślepiająco białe skrzydła dryfowały swobodnie, niczym delikatne widma.
Ciężka, złocona zbroja jaką dźwigał na sobie zdawała się odbijać otaczającą go szarość.
Archanioł Tyrael stał pośrodku wąskiego, osypującego się nieskończonością pomostu, który dzielił wieczną nijakość niebios i niestały świat śmiertelników.
I czekał w markotnej ciszy, która wydawała się wręcz ogłuszająca.
- Chodzą słuchy, że zostałeś pokonany – jego głos wydawał się jedynie jednym z jej posępnych odcieni – Echo plotek maluczkich umysłów niesie ze sobą wieść, jakobym pozbawił Cie wszystkiego. Przemijające istnienia czczą mnie jako swego obrońce, nie wszyscy aczkolwiek. Niektórzy zrzucają na mnie oskarżenia o głupotę, o brak wyobraźni, o powierzenie żałosnemu nieudacznikowi kamienia duszy, którego znaczenia nawet nie rozumieją. Są i bardziej wyrozumiali, twierdząc że zmiażdżyłem Kamień Świata po prostu w przypływie szaleństwa. Ostatnio jednak, dosyć popularnym zjawiskiem jest podawania się za mnie, więc możliwe że plotki mówią o innym Tyraelu. Wiem co chcesz zrobić, mój Diablo. Masz już dosyć wykonywania moich rozkazów, czuje to. I Ty o tym wiesz. Obydwoje chcemy się wzajemnie wykorzystać. Chciałbym, żeby to było chociaż trochę zabawne. Ale my już i tak jesteśmy za starzy na poczucie humoru. O całą wieczność za starzy. Idź więc Diablo, po raz ostatni dajmy światu to, czego z całą pewnością nie zechce. Pilnuj się tylko, kiedy nadejdzie czas tym razem już nie będziesz mi potrzebny.
Czerwony kamień duszy wyślizgnął się z rytmu narzuconego przez kaprys archanioła.
W beznamiętnej szarości wieczora nieśmiertelnych, jego drobna sylwetka szybko zlała się ze statycznym pejzażem nieskończoności.
Twarz Tyraela pogrążyła się w nieprzeniknionym mroku, kiedy ten naciągnął szeroki, biały kaptur na głowę.

Z punktu widzenia mrówki, ziarnko piasku przedstawia wartość nieporównywalnie większą niż z perspektywy człowieka.
I chociaż mrówki nie ceniły piasku w żadnym razie, jest on dla nich czymś na miarę tego, czym głaz jest dla człowieka.
Głaz dla człowieka jest co prawda tylko głazem, ale już dla samej mrówki przybiera rozmiary niebosiężnej góry.
Ciasny i sztywny w ramach uproszczonej logiki sfer, świat śmiertelników, był tylko mrówką w porównaniu do astralnego wymiaru niebios.
A w tej całej między sferowej skali, drobny kamień duszy wypuszczony z dłoni archanioła Tyraela, sprowadzony do praw rządzących wymiarem śmiertelnych, był już niezgrabną skałą która przebijała się głodnymi powietrza płomieniami, przez pogrążone nocą niebo.


9 komentarze/y do wpisu “Konkurs Opowiadań #2 - początek Diablo III według Trupca”

  1. 4Avatars dagor:

    Podziwiam za pracę włożoną w to opowiadanie, na prawdę pełen szacun ale…

    To taki subiektywny minus bo to zależy od każdego z osobna ale mnie np. męczy cała ta zbędna otoczka wokół fabuły, wolałbym żeby autor skupił się właśnie na fabule, na jakieś ciekawej koncepcji niż na opisach przyrody czy sytuacji. Ale rozumiem, że każdy ma prawo do swojego stylu i jeszcze raz powtarzam S Z A C U N.
    pzdr. :)

  2. 4Avatars tarranth:

    Jestem pod wrażeniem, pod ciężkim wrażeniem. Widać, że od strony technicznej opowiadanie jest po prostu maksymalnie dopieszczone i nie ma się generalnie do czego przyczepić :)

    Znalazłem kilka różnych błędów - literówek, ogonków, interpunkcyjnych, złego użycia słów - ale wszystkie one byłyby wyłapane przez korektę gdyby pisał to profesjonalista więc nie biorę ich pod uwagę :)

    Co do fabuły, ciężko oceniać bo jednemu się spodoba, innemu nie. Jak widać kolega dagor przez “Nad Niemnem” Orzeszkowej raczej nie przebrnął :P Jak dla mnie szczegółowe - i chwilami groteskowe - opisy wzbogacają i tak mocno rozbudowaną - jak na kategorię Diablo - warstwę fabularną. W skrócie: podobało mi się bardzo :)

    W skali 1-10 mogę z czystym sumieniem dać 9/10.

  3. 4Avatars dagor:

    głupio się przyznać ale faktycznie audiobook w autobusie był… ;D

  4. 4Avatars tarranth:

    Taki mały offtopic do redkacji:

    A dałoby się może treść opowiadania pokazywać dopiero po kliknięciu *więcej* bo troszkę się blog wydłuża i niewygodnie się wraca do poprzednich newsów. No chyba, że ja głupi jakiś i da się jakoś newsy *zwijać* do samego tytułu?

    PS. Przeczytałem drugi raz. Tym razem wyłapałem kilka miejsc, w których długo budowany klimat jest tracony przez nagłe trywialne wtrącenie, tym niemniej nadal robi na mnie ogromne wrażenie :D

  5. 4Avatars Trupiec:

    Radość xD. Moja tak generalnie, bo - no dobra, po prostu muszę tutaj wstawić tą ckliwą wazelinę, zasady rozumiecie - to pierwsze opowiadanie które odważyłem się pokazać szerszej publice xD. Publice co prawda zamkniętej na razie w dwóch czytelnikach ale! To zawsze dwóch czytelników więcej w gronie standardowych odbiorców moich wypocin.

    Ckliwość mode-off.

    Swoją drogą, pomyślałem że jak zrobię z siebie taką poprawną przyzwoitkę, to stanie się. A konkretnie wszyscy wstaną i zaczną robić to co zazwyczaj robi się w różnych wesołych programach rozrywkowych, kiedy jakiś uczestnik nadal żyje po krytyce Wojewódzkiego.
    Khem… Wstępik. Nic nie znaczący w sumie.
    Wracając do jakichś konkretów - budowa klimatu, zacieśnianie więzi z treścią i brutalne rozbijanie całej pseudo sielanki jakimiś średnio lotnymi motywami.
    Nie chcę za bardzo nadymać się dumą, własnym zdaniem czy szeroko pojętą “fajnością” związaną z tym że ja wiem, wy wiecie, ale ja też mimo wszystko wiem. Cokolwiek to znaczy. W każdym razie, o ile chciałem całość potraktować możliwie najbardziej efekciarsko ( i szczerze mówiąc bałem się wychodzić z najbardziej chorymi przejawami mojego pokręconego wyczucia smaku), to nie mogłem się powstrzymać przed paroma własnymi dziwactwami. Tutaj akurat objawia się to całym podejściem do konwencji. Nie filozofując już niepotrzebnie - nie chciałem pogrążać się w jednym słusznym turbo mhroku, który mnie swoją drogą bawi. To w zasadzie tyle, po prostu rozbijałem parę razy cały nastrój w ramach manifestacji mojego zdania na temat zła i innych takich. No ale… Sam przyznaje, mam raczej czerstwe poczucie humoru.

  6. 4Avatars  Kacper "KIC" Skoczylas:

    Witam!
    Miło wiedzieć, że jest to pierwsze opowiadanie opublikowane publiczne i witam Ciebie Trupcu:)

    Samo opowiadanie(mam na myśli fabulę) jest w miarę ciekawie wymyślone i jak to ktoś pisał na górze czy się komuś spodoba czy nie to jego osobista sprawa.

    Natomiast cześć językowa opowiadania OSOBIŚCIE (podkreślam osobiście) mi się nie podoba, tekst czyta się ciężko i odnoszę wrażenie, że wychodzi tutaj zbytne silenie się na nadmierną elokwencje, co nie wychodzi na dobre - może przedstawienie tego wizualnie odniosłoby lepszy efekt jednak na piśmie nie widzę tego. Przeczytałem z wielkim bólem co chwilke sprawdzając za ile koniec.
    Moja ocena - 3/10

  7. 4Avatars Trupiec:

    Och.
    Więc ponoszę OSOBISTĄ odpowiedzialność za wszelkie cierpienia, jakich doznały osoby, które w swojej naiwności zaufały bóg-wie-czemu i przeczytały ten cały tekst. Przyznaje się do winy. Wyrzuty sumienia nie pozwalają mi postąpić inaczej, ponieważ naprawdę nie chciałem nikomu wyrządzić krzywdy!

  8. 4Avatars  seraf:

    Kiedyś już pisałem, że aby cokolwiek móc ocenić trzeba najpierw się z tym zapoznać.Ja się nie wypowiem na temat tego tekstu, ponieważ również biorę udział w tym konkursie.

  9. 4Avatars Luqu:

    Mi osobiście bardzo podoba sie opowiadanie Trupca i z miejsca odrazu go pozdrawiam za kawał ciężkiej pracy jaką w to włożył. Przeczytałem wszystkie części diablo jakie przełożono na PL a obecnie szlifuje język aby zabrać się za Sinwar. Mam jakieś dzięki temu pojęcie o uniwersum Diablo i mysle że to opowiadanie bardzo do niego pasuje
    pzdr

Komentuj!